Ludzie często myślą, że najważniejszy moment jest wtedy, kiedy samochód wyjeżdża z warsztatu.
Ja uważam dokładnie odwrotnie.
Najbardziej czekam na jego powrót.
Nie po to, żeby sprawdzić, czy wszystko działało.
Po to, żeby usiąść z właścicielem i porozmawiać.
Nie zaczynam od pytania:
"Co się zepsuło?"
Najpierw pytam:
Co sprawdziło się najlepiej?
Co okazało się niepotrzebne?
Czego nie użyłeś ani razu?
Co zrobiłbyś inaczej, gdybyś jutro ruszał w tę samą trasę?
I właśnie wtedy zaczyna się najważniejsza część budowy.
Nie przy podnośniku.
Przy stole.
Bo żadna książka ani katalog części nie zastąpi rozmowy z człowiekiem, który właśnie wrócił z pięciu czy dziesięciu tysięcy kilometrów.
To z tych rozmów rodzą się najlepsze rozwiązania.
Dlatego nie wierzę w samochody skończone.
Każdy powrót z wyprawy to początek kolejnego etapu.
